wtorek, 27 lipca 2010

Sonda: 1 z The Big 4

W tej sondzie wybieraliśmy jeden zespół z The Big Four. Zdecydowana większość głosujących wskazała na Slayer. Na drugim miejscu uplasowała się Metallica, a trzecie miejsce podium przypadło Megadeth. Natomiast stawkę zamyka Anthrax. Muszę przyznać, że jestem lekko zaskoczony wynikami sondy, gdyż spodziewałem się pierwszego miejsca dla najbardziej popularnego z tych zespołów. Tak się jednak nie stało i wygranym z tego głosowania wyszedł Slayer.


środa, 21 lipca 2010


Zespół Never powstał w 1997 roku i od tego czasu nagrał 3 płyty studyjne. Najnowsza "Back To The Front" przynosi nam ponad godzinę muzyki na najwyższym poziomie. Naprawdę nie mamy czego się wstydzić z takim graniem. Zresztą za granicą już poznali się na jakości i płyta w 2009 roku miała swoją premierę w... Japonii. A cóż można powiedzieć o muzyce zawartej na "Back To The Front"? Krótko mówiąc mamy tutaj mieszankę thrash/death metalu zagraną z dużym polotem. Automatyczne skojarzenie z twórczością zespołu Arch Enemy będzie jak najbardziej na miejscu. Mamy tutaj zaproszonych gości: Angela Gossow śpiewa w 2 utworach, a Mauser gra solo w jednym kawałku. Jak na pierwszy raz, to ja jestem bardzo na tak!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Sonda: 2010 rok bez Metalmanii?

Brak Metalmanii w 2010 roku był dla większości głosujących rozczarowaniem. Może i nie jest to idealny pod każdym względem festiwal, no ale jak widać zabrakło tej imprezy w tym roku. Siłą przyzwyczajenia? A może po prostu możliwość obejrzenia kilku zespołów w komfortowych warunkach Spodka, spotkania za znajomymi z całej Polski i co najważniejsze: kilkanaście godzin heavy metalowych dźwięków. Jak widać tego nam zabrakło w tym roku.




czwartek, 10 czerwca 2010

Setlista "The Final Frontier Tour"

Wczoraj (09.06.) wieczorem Iron Maiden zagrało swój pierwszy koncert na trasie "The Final Frontier Tour". Co ciekawe nie jest to trasa promująca najnowszy album, zatytułowany "The Final Frontier", który swoją premierę będzie miał 16 sierpnia. Jak to Iron Maiden, za długo w domu nie lubią siedzieć i koncertów grają sporo. Zespół ma w Polsce spore grono fanów i wiele osób niecierpliwie nasłuchuje wiadomości z obozu tej kapeli. Wszystkim zainteresowanym chciałbym przedstawić setlistę z tego pierwszego koncertu:

01.Intro – Doctor, Doctor
02.The Wicker Man
03.Ghost Of The Navigator
04.Brighter Than A Thousand Suns
05.El Dorado
06.Paschendale
07.The Reincarnation Of Benjamin Breeg
08.These Colours Don't Run
09.Blood Brothers
10.Wildest Dreams
11.No More Lies
12.Brave New World
13.Fear Of The Dark
14.Iron Maiden
--------------------------------
15.The Number Of The Beast
16.Hallowed Be Thy Name
17.Running Free

Jest troszkę zaskakująco, prawda? Widać, że zespół skoncentrował się raczej na swoich ostatnich dokonaniach i w większości mamy utwory z płyt "Brave New World", "Dance Of Death" i "A Matter Of Life And Death". Wiadomo też było, że w setliście znajdzie się najnowszy utwór "El Dorado", który znamy od kilku dni. Zaskakujący jest brak dotychczasowych "pewniaków", który nieustannie przewijały się na koncertach, że wspomnę tu o: "The Trooper", "2 Minutes To Midnight", "Run To The Hills", "Wrathchild", czy "Can I Play With Madness". Dla mnie osobiście taka zmiana jest na plus, choć pewnie wiele osób ma zupełnie odwrotne zdanie...

środa, 7 kwietnia 2010

Sonda: Halford i kolędy?

Jak widać po wynikach pomysł Roba Halforda na płytę z kolędami to niezbyt dobra idea. Co prawda prawie 1/3 głosujących jest zachwycona tym wydawnictwem, ale tyle samo głosujących oceniło to jako coś tragicznego, ewentualnie jako chwilę słabości. Znacząca liczba głosujących pozostawiła to wszystko bez komentarza, co raczej pozwala przypuszczać, że do zachwytów równie daleko. Oto pełne wyniki:



środa, 24 marca 2010

Wspomnienie


Krzysiek Gugnacki
(03.05.1984 – 13.02.2010)



Krzyśka poznałem osobiście 30.03.2004 roku. Miało to miejsce przy okazji warszawskiego koncertu zespołu UDO. Pamiętam ten dzień jak wczoraj. Pierwsze nieśmiałe rozmowy, później wspólna zabawa przy barierce przez cały koncert. Dosyć szybko załapaliśmy wspólny język. Okazało się, że łączy nas pasja do muzyki heavy metalowej, piłki nożnej (angielska Premiership) i podobne spojrzenie na otaczający nas świat. Jaki był (cholernie ciężko mi pisać o Nim w takiej formie) Krzysiek? Mógłbym tutaj wpisać obszerną listę przymiotników, ale tego nie zrobię. Chciałbym na przykładzie kilku sytuacji opowiedzieć o Nim.

Po wspomnianym na wstępie koncercie wracałem samotnie do Wrocławia. Krzysiek z kolegą przez kilka godzin musieli czekać na pociąg. Zmęczony długą podróżą, kładę się spać grubo po 6-tej rano i jeszcze wysyłam smsa: "ja już w łóżku, dobranoc". Odpowiedź: "to super, my jeszcze 20 min. i pociąg, więc luz".

Inna sytuacja. Jedziemy na Wacken w 2009. Krzysiek miał przyjechać z kolegą do Wrocławia dzień wcześniej i spokojnie mieliśmy pojechać na festiwal. Coś tam się popsuło i nastąpiła zmiana planów. Spotkamy się gdzieś na trasie podróży do Niemiec. Do późna w nocy trwają internetowe konsultacje, gdzie to będzie, żeby było jak najlepiej. W końcu mamy jakąś miejscowość, do której jest połączenie kolejowe ze Szczytna i jest ona blisko naszej zachodniej granicy. Na drugi dzień spotykamy się w wyznaczonym miejscu koło 15-tej. Pytam Krzyśka jak jechałeś? "A od 6-tej rano z kilkoma przesiadkami" i pokazuje mi rozpiskę z podróży. Jestem mocno zdziwiony, bo widzę, że po drodze miał 6 przesiadek. Mówię: "mogłeś powiedzieć, że to takie uciążliwe będzie, to spotkalibyśmy się gdzieś wygodniej dla Ciebie". "A coś ty, przynajmniej podróż mi się nie dłużyła" i uśmiech od ucha do ucha. Ten uśmiech to był taki charakterystyczny znak rozpoznawczy, taka wizytówka. Tak było zawsze, zero narzekania, czy marudzenia. Nieważne, czy zmęczony po długiej podróży, czy po 3 dniach festiwalu i kilku koncertach zaliczonych przy barierce. Nieważne, że po koncercie trzeba jeszcze telepać się kilka długich godzin pociągiem do domu, że połączenie nie jest dogodne itp. Nigdy nie było z tym problemu, wręcz przeciwnie - zawsze naśmiewaliśmy się z tego. Krzysiek często mówił: "ja i tak mam wszędzie daleko, więc co mi da marudzenie?".

Jedziemy na nasze pierwsze Wacken w 2005. Ciemna noc, my gdzieś w Niemczech totalnie zagubieni od jakiejś godziny nie wiemy gdzie jesteśmy. Jedziemy na "wyczucie" i próbujemy zorientować się na mapie. Pierwszy wyjazd, sporo nerwów z samochodem od początku wyprawy, a tu jeszcze pobłądziliśmy. Dojeżdżamy do malutkiej miejscowości, której nazwy oczywiście nie ma na mapie. W "centrum" skrzyżowanie z inną drogą i 3 drogowskazy do innych miejscowości. Krzysiek bierze mapę, latarkę i sprawdza po kolei nazwy. Po chwili wraca do samochodu z uśmiechem i stwierdza: "oczywiście na mapie nie ma żadnej".

Jestem w Krakowie na dworcu PKP. Dzień wcześniej był koncert Therion, Grave Digger i Sabaton. Siedzę i zastanawiam się czy pojechać do Warszawy na ten sam zestaw, czy wracać do domu. Sms od Krzyśka: "i co będziesz w Wawie?", odpisuję: "nie wiem, właśnie na PKP siedzę i dumam. Za 20 min pociąg do Wro., a za 40 do Wawy". "To daj znać co wydumałeś". Decyduje się na stolicę i już w pociągu kolejny sms: "zgaduję, że jedziesz do Warszawy :)", lekko zdziwiony pytam skąd wiedział. "Pomyślałem, co ja bym zrobił. Do zobaczenia za kilka godzin". W temacie koncertów to mieliśmy takie samo podejście. Nazywaliśmy to "Metal Heart" - nie ważne jak daleko, nie ważne zmęczenie, nie ważne komplikacje i trudności. Wsiadam w pociąg, czy autobus i jadę. Zmęczenie, niewyspanie - to zawsze można było "odrobić".

Warszawa i jakiś koncert, po którym nocujemy u koleżanki. Do domu docieramy koło 3 w nocy. Kładziemy się spać, a Krzysiek oznajmia, że chyba wstanie rano na PKS bezpośrednio do Szczytna. Odjazd o 6-tej rano. Nie dowierzam, bo przecież spania zostało raptem ze 2h, a nie muszę wspominać o zmęczeniu po koncercie. Krzysiek twardo przekonany o swojej racji argumentuje, że dzięki temu będzie w domu o 11-tej. Zasypiam i po chwili ktoś mnie brutalnie wyrywa ze snu. "Chodź zamknij za mną drzwi, bo ja jadę", oczywiście z uśmiechem zadowolenia od ucha do ucha, który rozwala mnie totalnie. Około 11-tej pakuje się w autobus PKS do Wrocławia. Sms: "ja dojeżdżam właśnie do Szczytna i za chwilę do łóżka spaaaać, a ty jak?". Odpisuję, że spoko, za chwilę ruszam do domu. Po pół godzinie kolejna wiadomość: "o ja jebie... we Wro. będziesz dopiero po 19-tej. Trzymaj się. Metal Heart". Zmęczony, niewyspany, a jeszcze sprawdził na necie o której będę w domu...

Koncert Sabaton w Poznaniu. Pytam Krzyśka jak wraca do domu. Mówi, ze jedzie do Warszawy, bo tam za dwa dni koncert In Flames. a na to, żeby jechał z nami do Wrocławia, bo jesteśmy busem i miejsce się znajdzie. Będzie okazja pogadać, a jutro wyskoczymy na Sabaton we Wrocławiu. Krzysiek bez większego namysłu mówi, że nie ma problemu. Po chwili dodaje, że 3 koncerty w 3 dni i w dodatku w 3 różnych miastach to jest coś, co szkoda odpuścić. W domu tak się zasiedzieliśmy, że spóźnieni jesteśmy na polski support. Krzysiek dodatkowo urywa się z końcówki koncertu Szwedów, bo koniecznie chce zdążyć na pociąg do stolicy. Wyszło na to, że tych wrocławskich koncertów to niewiele widział. Ale czy to tylko o to chodziło?

Muzyczna pasja to nie tylko koncerty, czy płyty. To również ogrom prac i poświęcony czas na MetalSide. Ten serwis to było Jego oczko w głowie. Pomysły, koncepcje, zmiany, nowości o tym wszystkim potrafił rozmawiać godzinami. Nie raz i dwa zwyczajne "jesteś?" na gg pod wieczór kończyło się "idziemy spać, bo za oknem już jasno". Pamiętam jak serwisowe forum miało awarię i nie udało się uratować bazy danych. Kilka lat pisania poszło "z dymem". Któregoś dnia dostaję linka na gg i opis: "zerknij sobie i powiedź co o tym myślisz". Pod linkiem puściuteńkie forum z pozakładanym działami jak na tym starym. Myślę, ok, można spróbować zacząć od początku. Krzysiek pisze: "forum to nie ilość postów i tematów, to ludzie zgromadzeni wokół niego". I tak zawsze było, na każdym koncercie obowiązkowe spotkanie z którymś z forumowiczów, wspólne rozmowy i piwko. Dla każdego miał czas na chociaż chwilę rozmowy. Na forum przyjacielska atmosfera, wręcz rodzinna. To wszystko potwierdziło się po 13.02. Reakcja większości z nas był podobna. Krzysiek miał dar przyciągania ludzi do siebie. Wiele osób mówiło, że spotykając się z Nim po raz pierwszy miało wrażenie, że znajomość trwa od lat. Swoją otwartością, szczerością, optymizmem i dobrocią zarażał wszystkich dookoła. Czasami były to bardzo banalne sprawy. Jestem na jakimś koncercie i dostaję smsa: "widzę na gg, że bawisz się na koncercie, jak jest? A w Premiership padły dzisiaj wyniki...". Innym razem jestem na jakimś ważnym meczu piłki nożnej mojej drużyny. W przerwie wiadomość: "widzę, że do przerwy 2:0, więc pozamiatane. Ja na piwko idę, więc jedno wypiję za wygraną :)". Kiedy indziej coś mi szwankuje w komputerze, więc wysyłam mejla z opisanymi objawami. W odpowiedzi dostaję: "dziwne to, ale gdzieś poczytałem co i jak. Zainstaluj programik z załącznika i w nim zrób to, to i to...". Na co dzień żyjemy właśnie takimi drobnymi sprawami i tutaj można było się przekonać o tym jaki był Krzysiek. Zawsze skory do pomocy w każdej sprawie, czy to przyjaciołom z problemem w życiu osobistym, czy też komuś zupełnie obcemu w promocji podziemnego koncertu. Nigdy nie było problemu, braku czasu, czy czegokolwiek innego. Zawsze za to było: "jasne", "spoko", "damy radę" itp. Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a ja dodałbym, że w życiu codziennym też. Wielkie słowa nie są potrzebne, czasami wystarczą nawet najdrobniejsze gesty, czyny.

Wracamy z Wacken 2009 i prosto z Niemiec jedziemy do Niechorza. Tutaj nocujemy i na drugi dzień odprowadzam Krzyśka na PKS. Oczekując na autobus oczywiście omawiamy jakieś tam nasze sprawy. Czas pożegnania i tradycyjne "dzięki za wszystko i do zobaczenia gdzieś w Polsce". Tego dnia po raz ostatni widziałem Krzyśka.

Dziękuję Opatrzności, że miałem okazję na swojej drodze życia spotkać Krzyśka. Pomimo tego, że był młodszy ode mnie, to ja sporo się nauczyłem dzięki tej znajomości. Wiem, że moje życie jest bogatsze i bardziej wartościowe. Może i trochę to brzmi jak pusty frazes, ale ja nic na to nie poradzę. Kto znał Krzyśka, ten na pewno uśmiechnie się na te słowa. Dzień przed napisaniem tego wszystkiego natrafiłem na cytat:

"ludzie naprawdę nie odchodzą po śmierci, mamy tyle dobrych wspomnień, że wystarcza nam ich do naszego kolejnego spotkania...".

Nic dodać i nic ująć. Krzysiek... wiem, że jesteś teraz w nowym, nieznanym nam świecie i tam kiedyś się spotkamy. Tymczasem Żegnaj Przyjacielu... byłeś mi jak Brat.

Piotrek "gumbyy" Legieć

czwartek, 14 stycznia 2010

Sonda: Dzień zaczynam od

Od czego mogą zaczynać dzień miłośnicy ciężkich brzmień? Oczywiście od czarnego napoju i wcale nie chodzi tutaj o colę. Cóż, jednak metalowcy to też ludzie, przecież bez kawy jak bez ręki... W dalszej kolejności herbata i śniadanie, czwarta pozycja dla prysznica nie jest raczej powodem do dumy ale cóż, wypada jedynie napisać - "bardzo pyszna kawa" (dla niewtajemniczonych polecam zerknąć na YouTube). Oto pełne wyniki:
Dzień zaczynam od:

Kawy 42.34 % (47)

Herbaty 23.42 % (26)

Śniadania 19.82 % (22)

Prysznica 14.41 % (16)
Wszystkich głosów: 111

wtorek, 22 grudnia 2009

Pierwszy Raz: Rammstein - Liebe Ist Fur Alle Da

Rammstein zaskakuje... i nie chodzi tu wcale o dość kiczowaty singiel "Pussy", który w kilka sekund po premierze zrobił to co miał zrobić - nakręcił machinę prmocyjną "Liebe Ist Fur Alle Da" do niewyobrażalnych rozmiarów. Rammstein zaskakuje przede wszystkim mocą, panowie, w co mi osobiście ciężko było uwierzyć, nie zapomnieli jak się solidnie łoi. Nowe dziecko Niemców to nic innego jak zbiór zgrabnie ociosanych kwadratowych numerów, z których ekipa Tilla Lindemanna słynie. Oprócz nich dostajemy dwie ultra słodkie ballady, wszak coś poza "Pussy" musi iść "do ludzi". Suma sumarum naprawdę bardzo dobra płyta!

sobota, 17 października 2009

Pierwszy Raz: Megadeth - Endgame

Czemu każda kolejna płyta wielkiego zespołu musi być powrotem do korzeni? Mustaine i jego Megadeth wraz z "Endgame" też mieli wrócić do korzeni... Ja jednak nie powiem Wam czy wrócili, czy nie wrócili, staram się muzyki słuchać a nie ją analizować. "Endgame" już po pierwszych przesłuchaniach daje radę. Mustaine jak zwykle stworzył kilka niesamowitych perełek a Chris Broderick mówiąc dosadnie, wyrzygał się solówkami. Temat ten zresztą budzi chyba najwięcej kontrowersji, zatem jak to jest, dużo solówek - źle? Mało - też źle? Mi tu na pierwszy rzut ucha nic nie przeszkadza.

piątek, 2 października 2009

Pierwszy Raz: Nightmare - Insurrection

A podobno na starość się łagodnieje... Nic sobie nie robią z tego muzycy Nightmare. "Insurrection" kontynuuje drogę coraz większego "dopieprzania" słuchaczowi. Już na "Genetic Disorder" Francuzi zdecydowali się solidnie dołożyć do pieca. Tym razem jest jeszcze ciężej, jeszcze agresywniej. Nightmare pod względem riffów to maszyna do zabijania, niestety mniej czasu zostało na partie solowe ale riffy wynagradzają wszystko. Naprawdę mocna rzecz, już po pierwszym przesłuchaniu!